Życie 2.0 beta #HowToPlay


Ile poradników czytałeś na ten temat? W księgarniach, w internecie roi się od cheatów, które są nam serwowane, prawie wyskakując z lodówki jak grzyb na trzytygodniowym spaghetti.
Ile razy wznosiłeś modły do Boga o kody? Rozgrywka stara jak świat, Ewa wjebała się w poboczny quest z wężem, zapomniała zasejwować i teraz mamy co mamy. Wersja remastered.

Zycie 2.0 beta- wiele zwrotów akcji, nowe postaci, dużo interakcji, tracenie głównych wątków, mikro i makropłatności, ciągłe bugi, słabe wsparcie ze strony twórców.
Jak grać tak, by przegrać?

Trzy TOP zasady


  • TOP czas! We wszystkim, czym tylko się da, najlepiej przed telewizorem, albo w internecie oglądając koty, godzinami, miesiącami, latami! Im więcej czasu zmarnujesz tym lepiej, przewijaj swoje życie na speedzie jak w Simsach, by jak najszybciej być duży, móc wiele, a tak naprawdę z niczego nie korzystaj, zdobądź ten achievement niech inni widzą, że go masz.
  • TOP pieniądze! Kup ten telewizor, i kota też kup, ten drugi czajnik też Ci jest potrzebny, nie mówiąc już o tych butach, no tych, co już je masz, ale niebieskie, a przecież sukienka różowa. Po co oszczędzać, planować, zbierać. YOLO
  • TOP emocje! Jesteś zły na siostrę, bo Cię olała? Nie mów jej o tym! Starsza Pani w tramwaju czepia się Ciebie, wywołując Twoją wściekłość? Nie odzywaj się! Mama oskarża Cię o kłamstwo? Nie tłumacz się! Zakochałaś się w chłopaku? Omijaj go z daleka! Najlepiej zmień imię na Muchacho i już kmiń paszport na podróż do Meksyku, pewnie jakieś poncho już masz, może nawet kilka kolorów, w końcu było w promocji. 


Najlepiej narzekaj, że tak wiele mogłeś zrobić, tak wiele osiągnąć, ale nie miałeś możliwości, bo kasy nie było albo czasu nie było albo kropił jebany kurwa deszcz! Narzekaj na wszystko i obwiniaj nie siebie oczywiście. 
Siedź na kanapie kończąc już 6 sezon serialu, jedząc kolejną paczkę czipsów i płacz, żeś gruba i nie masz życia i nikt Cię nie chcę. Płacz głupia!
Zabijaj swój czas na samych ulepszaczach na chwile, pocieszaczach na momencik. Odkładaj wszystko na później. Mając 27lat płacz, że jesteś za stara na lekcje tańca bo już kości nie takie i na karierę za późno. Płacz teraz, póki nie wyschłaś doszczętnie.
Nie ruszaj się z domu i dziw się, że nikogo nie poznajesz, że Twoja gra to jakiś gorszy sort, że inni dostali lepszą wersję, że kody, że cheaty, że długie nogi, że blond włosy, że ładna cera, a ty masz cycki do pępka i pryszcze na nosie, o cellulicie nie zapominając. 
Nie zmieniaj się, nie rób nic, nie dbaj o siebie. "Te diety to nie dla mnie, ten boom na fit życie jest zbyt mainstreamowy, ja jestem inna od innych, którzy są inni od innych i inni od tamtych innych inaczej, unikat kurwa!"
Usprawiedliwiaj się, za wszystko. Dosłownie, za wszystko, nawet za to, za co nie musisz. Przed sobą, przed innymi. "Przespałam się z zajętym kolesiem, wiem, że normalnie to jakby ktoś tak zrobił, to powiedziałabym, że szmata, no ale ja nie lubię tej laski no i w sumie on wiedział, co robi, to tak jakby jestem czysta co nie?"
Myśl o wszystkim negatywnie. "Szklanka jest do połowy pełna? Ona jest już prawie pusta, soku w lodówce nie ma, jest jebany upał, do tego święto narodowe, nie mam samochodu, a najbliższy otwarty sklep jest 4km stąd!"
Wszędzie szukaj dziur w całym, a jak ich nie ma, to weź do ręki nożyczki. "Ta sukienka jest super, no, ale to w sumie chyba nie na taką okazję, a do tego może być zimno i może też być ciepło i w sumie ja w szpilkach nie chodzę, w sukienkach też nie bardzo, to ja nie idę na te urodziny do Patrycji" 
Wszystko komplikuj, tak po prostu, po co ma być prosto "Napisałabym do Anki, ale w sumie kilka miesięcy się nie odzywałyśmy, chociaż trochę mi jej brakuje, ale tak teraz głupio, chuj z nią"

A potem obudź się z ręką w nocniku, mając kilkadziesiąt lat, otwórz swoją szafę, wyciągnij moherowy beret, odziej najlepszy sweter jaki masz, unieś głowę, tak, unieś ją i powiedź:

"Przegrałem godne życie" albo "Godnie przegrałem życie"

Fanbase i Fandomy, czyli chodźcie, zbudujmy sobie sektę.


Na boga wybierzmy idola! Co to jest, z czym to się je, jak niszczy ludzi i daje im złudne poczucie wartości.      

Czym w ogóle jest fanbase(fandom)?
Najprościej. Fanbase = zbiór fanów. W każdym fanbasie musi być idol/idolka/idole (aktor/zespół/muzyk/a nawet nic nie robiący jutuber). Grupa ludzi zaczyna postrzegać danego "artystę" jako osobę, na której warto się wzorować, budują wokół niej społeczność, własne wartości, a nawet system sądowniczy. Wierzcie lub nie, ale nie ma ludzi bardziej oceniających, restrykcyjnych niż ludzie w fandomie. Ta społeczność jest oczywiście niezbędna do funkcjonowania artysty, to oni kupują płyty, promują artystę, robią mu PR, reklamę, a to wszystko za frajer, no jeszcze dopłacają przecież. Sami siebie nazywają siostrami i braćmi i są złudnie gotowi pomóc sobie, w każdej sprawie i każdej sytuacji. Czemu złudnie? O tym za chwilę.

Chcę wam przedstawić przede wszystkim złe strony przynależności do społecznej grupy uwielbienia danej osoby. Pokażę wam, jak bywa to niebezpieczne, jak zgubne dla was, dla waszej siostry, brata czy córki. Postaram się otworzyć oczy na dość poważny problem szukania akceptacji w internecie i wpadania w fandomowe sekty szukając zrozumienia. 



Dlaczego najlepszym targetem są nastolatki?

Młodzi ludzie na poziomie rozwoju, szukający swojej drogi są najbardziej podatni na kłamstwa i mamienie. Szukając akceptacji, zamykają się w świecie multimediów (muzyka, gry, filmy, seriale). Z każdej strony wyskakują im ludzie z idealnym głosem, ciałem, talentem. Oni cały czas zastanawiają się, w czym są dobrzy, co chcą robić lub są też tacy, którzy mają określoną drogę i potrzebują kogoś, żeby się wybić. O tej drugiej grupie w osobnym podpunkcie. Kiedyś było to bardziej niewinne, wycinało się artykuły i zdjęcia z gazety, wieszało plakaty i w realnym świecie poznawało się osoby, których jarało to, co Ciebie. Teraz w dobie internetu wystarczy kilka sekund, by znaleźć każdą informację o artyście, wpasować się w fandom i dać się zwariować, zamykając się w wirtualnym świecie.


Gdzie siedzą wszyscy, robiąc wszystko tak, by nikt nie wiedział?

Twitter, to największe medium dla fanów. Możliwe, że to dzięki, krótkiej, łatwej formie porozumiewawczej, ale chyba bardziej dlatego, że twitter w Polsce kilka lat temu był tak mało popularny, że ludzie z ciemnego świata obrali go sobie za główne skupisko. Poza tym tam gnieździły się wszystkie gwiazdy zagraniczne, a o to im chodziło. Twitter nie wymaga od nas imienia, nazwiska, tam liczą się tylko dwie rzeczy: nickname & iconka (kiedyś jeszcze w możliwym formacie gif, co nam dawało pokazania w iconce wszystkich swoich idoli: CZAD!). Z każdym aktualizowaniem twittera dochodziły nowe "bajery", a twitterowicze buntowali się okropnie, by zaraz przeinaczyć to w formę ponownego podziału (kto pamięta stary twitter daje #RT itp.)




Czym jest twitter?

To, to medium społecznościowe z białym ptaszkiem na niebieskim tle. Każdy twitterowicz może wysyłać tweety, czyli krótkie (140znaków) wiadomości publiczne, które pokazują się innym na timeline (coś jak tablica). Na twitterze się followuje ludzi, czyli śledzi. Klika się RT, czyli retweetuje tweety, które się nam podobają tak, by pojawiało się to u siebie albo można dać komuś FAV, czyli favourite (potocznie dać lajka). Oczywiście twitterowicze ściśle przestrzegają, by odgraniczać swoje słownictwo od facebookowego, a na każdego, kto napiszę, że potrzebuje zmienić profilówkę, a nie iconkę czekam lincz, dosłownie! Twitterowicze cenią sobie prywatność, gdy tylko ktoś z realnego świata odkryje ich drugie ja, niczym Hannah Montana ściągają perukę i zmieniają swoje nicki na jakies inne lub bardziej radykalnie tworzą nowe konto tracąc wszystkich swoich followersów. Pamiętam kilka lat temu, kiedy twitter stawał się bardziej popularny i ludzie z facebooka zaczęli się przesiedlać, śmieszkowi twitterowicze puścili famę, że twitter jest płatny, ahh cóż to była za komedia, zostało tylko łapać za popcorn i obserwować żniwa zasianej głupoty.











Fangirling, co to?

Najprościej jest to nadmierne podekscytowanie się jakąś rzeczą, zjawiskiem związanym bezpośrednio z naszym idolem. Dla przykładu nasz idol właśnie wypuścił nowy teledysk i tak się tym "jaramy", że biegamy po pokoju, skaczemy, piszemy na twitterze niezrozumiałe znaki, opowiadamy o tym wszystkim. Fangirling to nic innego jak ekscytacja! Nie ma w tym nic złego, serio. Nawet jak mamy ponad 20 lat, o ile rozumiemy jak działa szołbiz.





Kto w tym siedzi, kto na tym zarabia?
Jak pisałam wyżej, najlepszym targetem są nastolatki, to oni kupują masę tych samych płyt, gadżetów, bilety na koncerty. To młodzi ludzie napędzają ten rynek. Tylko dlatego, że chcą się poczuć bliżej idola, który pewnie ma na to wyjebane i serio on nie wie, czy ty Kasiu kupiłaś tę płytę, po prostu dla niego najczęściej jesteś obiektem x, który wyposażył portfel jego, jego wydawcy i ekipy. Tyle. Oczywiście starsi ludzie też wpędzają się w fandomy, ale oni już racjonalniej (a przynajmniej powinni) patrzą na ten świat, wiedzą jak się go kręci. Nazywają to wspieraniem artysty. To jest zdrowa forma. Pewnie teraz skrzywiacie miny, nazywając mnie debilem, bo co ja tam wiem. Zapatrzonych w idola osób są miliony, którzy wydają każdy hajs, tracą cenny czas, by poczuć się częścią czegoś, co i tak przeminie. To nie są pojedyncze osoby, ich jest mnóstwo. Może Twoja córka spędzająca godziny przed netem taka właśnie jest. Wiesz, co ona tam robi? Co pisze? Pewnie właśnie wysyła tweeta, w którym nabazgrała, że jej matka to suka, bo nie chce jej kupić płyty w wersji deluxe z boxem za 300zł. Tak, taka jest prawda.













Drama na twitterze, dlaczego dajemy się pokroić za idoli?
Dramy na twitterze to nic innego jak kłótnie minimum dwóch fandomów. Wzajemne hejty na swoich idoli, na siebie, na matki, psy, koty i babcia też czasami oberwie. W imię czego? No właśnie, czego? Dramy nazywane są prześmiewczo dramami, bo są tak błahe, ale mają tak niesamowity zasięg, że wciągają każdego. Jednych dla samej okazji, by komuś dowalić, innych, tzw. "obrońców", którzy starają się tłumaczyć, że nam nic do tego i jeszcze innych, którzy nie wiedzą, o co chodzi, ale jak rzucają pomidorami to przecież trzeba wybrać, czy nimi dostawać czy nimi rzucać. Ujawnia nam się tutaj efekt psychologi tłumu. Jedna, druga, setna osoba coś powie to ja też! Oczywiście są fandomy, które z reguły, nie wiadomo też jakiej, po prostu z "tradycji" się nie lubią i lubić się nie mogą! Mimo tego, że ich idole są razem na imprezie, piją drinki, nie są skłóceni. To nie ma znaczenia. Te fandomy po prostu mają pluć w siebie, czym się da, serio, MUSZĄ! Nie trzeba tu mówić jakie pokłady agresji to wyzwala, wystarczy wbić się w jakąś taką dramę na twitterze, a takie są codziennie, poważnie codziennie. Żałuję, że czasami brałam w nich udział, mogłam tę energię spożytkować na naukę gry na perkusji, może teraz sama byłabym czyimś idolem?

















Dostańmy się do Trendsów! W jaki sposób idol może nas zauważyć?
Oczywiście to wszystko, co się rozgrywa w siedlisku fanów, ma jeden główny cel, za który większość da się pokroić, mianowicie chcą, żeby idol ich zauważył! Od prostego polubienia tweeta, retweetnięcia, o czym pisałam wcześniej do upragnionego wymarzonego FOLLOW. To wtedy kiedy idol zaczyna Cię śledzić, czyli być jakby w kręgu twoich znajomych. To jest mega WOW i wtedy stajesz się fanem lepszym od innych, oczywiście musisz to potwierdzić w swoich bio (krótki opis biograficzny w profilu). To są małe sukcesy. Im więcej follow, fav, rt od idoli tym fejm rośnie. Wzrasta Ci ranga! Bo przecież przylepią się osoby, które będą nam słodzić byśmy tylko wysłali wiadomość prywatną do Biebera prosząc dla niej o follow. Dobra, dobra, ale co z tymi trendsami? Trendy na twitterze to jest rubryka ostatnich dziesięciu popularnych wyrażeń lub hasztagów, których w tym samym czasie używa wielu twitterowiczów, Trendy widzi każdy, kiedyś były tylko jedne trendsy- światowe, aktualnie większość państw ma swoje, ale najważniejsze było dostać się ze swoich hasłem do tych światowych, żeby idol mógł zobaczyć, że, np. Polska go kocha. To jest jedyny czas, gdzie zjednoczenie fanów jest tak potrzebne i gdzie wtapiasz kilka godzin swojego życia, spamując jakieś hasło paląc sobie palce przy klawiaturze. Można? Można! 





Jakie są korzyści z braterskiej/siostrzanej więzi?
Tu jest sedno mojego tekstu. Całe te zabiegi, wszystko, co się robi, chce robić, robi się w imię braterskiej lub też siostrzanej więzi. Człowiek wpada w to, bo chcę poczuć się potrzebny, a w grupie tak się właśnie czuje, w końcu ktoś zauważa go, pyta jak się czuję, rozmawia z nim, tworzą się internetowe znajomości, które rzadko, ale jednak przeradzają się w te realne. Po pewnym czasie wirtualne znajomości są ważniejsze niż te w naszym prawdziwym życiu, palimy mosty, olewamy ludzi, a wszystko w imię naszych sióstr i braci z naszego ukochanego fandomu, który trzeba bronić i bronić się będzie do ostatniej kropli krwi. Znowu pytam w imię czego? z-a-i-n-t-e-r-e-s-o-w-a-n-i-a.



Polscy idole, po co potrzebne są zamienniki? 
Kojarzycie sytuację, w której kilkoro młodych chłopaków wystąpiło w programie "Rozmowy w toku" jako sobowtórzy Biebera? Nie? To taki program był. I wiecie co? Ludzie chcieli to oglądać. Justin jest tak ciężkim celem do osiągnięcia dla polskich fanów, że pozwolono, by rządziły duplikaty, co jest w tym wszystkim najbardziej absurdalne? Oni mają fejm, bo są podobni, śpiewają- chociaż nie mają głosu, mają fanki piszczące i latające za nimi, co za tym idzie wilk syty i owca cała. 13latki mają polskiego Biebera (większość starszych fanek, jednak mając swój rozum, wyśmiała tę ideę- Pozdrawiam), a polski Bieber ma hajs, fejm i zaproszenia do Dzień Dobry TVN. Wszyscy wygrani- teoretycznie, cierpi na tym polski przemysł muzyczny, ucho wymagającego słuchacza i mój poziom żenady, który od kilku lat przelewa się, chlapiąc chodniki różnych miast na świecie. Jest prosta zasada Popyt - Podaż. Przykład młody piosenkarz, nie będę wymieniała z nazwiska, możliwe, że wychodzi wam z lodówki i kojarzycie postać. Był popyt, właśnie coś ala polski Bieber, ktoś, kto dobrze wygląda i dobrze się sprzeda, Boom, pojawił się on, laski sikały, media się zainteresowały, a najbardziej syfiata z wytwórni muzycznych wyczuła grube hajsy. Udało się, przepis idealny, zresztą już nie raz piekło się z niego ciasta. Taką piękną babeczką jest Bieber.

Przecież ja jestem mądra, wiem, co robię! Jak przekroczyć granicę? 
Na początku końca tego tekstu chciałam zaznaczyć, że sama kiedyś w tym siedziałam. Dopiero po upływie kilku lat, gdy prawie w całości zrezygnowałam ze śledzenia tego światka, zdałam sobie sprawę jak wiele energii, czasu, pieniędzy wtopiłam w coś, co w rezultacie nie przyniosło mi nic albo prawie nic.  Byłam tam, widziałam to wszystko, brałam w tym udział, chociaż zawsze uważałam się za tą mądrą i często psychologicznie podchodziłam do niektórych działań i zagrywek. Wchodząc w to, miałam 18 lat, więc teoretycznie byłam dorosła, ale, wiem ile było i jest tam bardzo młodych osób. Próbują one w ten sposób zostać zauważone, starają się zwrócić na siebie uwagę i na swoje problemy, które są często bagatelizowane przez rodziców. Oczywiście są też tam osoby, którym się po prostu w dupie przewróciło i osobiście bym im odcięła internet. Ilość zdjęć pociętych rąk, nóg, które tam widziałam, jest zatrważająca, naprawdę, zajmijcie się swoimi dziećmi, rodzeństwem, itp. Nikt w sieci nie jest anonimowy, a waszymi gówniarzami, którym się wydaje, że mogą ośmieszać, obrażać i terroryzować innych, powinien ktoś się w końcu zająć. I nie życzę nikomu źle, ale wiem, jak teraz szybko się żyje, a rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci, przez co w sieci są nazywani matkami dziwkami i ojcami chujami. Przykre, ale prawdziwe. 









Jakie są korzyści?
Jeżeli przynajmniej dwa razy w ciągu czytania tego tekstu opluliście się kawą albo zimnym piwem krzycząc HIPOKRYTKA to bardzo dobrze! Wyżej starałam się opisać całe zjawisko i to do czego ono może doprowadzić. Nie uważam, że kibicowanie komuś, kupowanie płyt, ganianie na koncerty to coś złego. Jeżeli tak odebrałeś(aś) ten  tekst to albo nie znasz mnie w ogóle albo przeczytaj tekst jeszcze raz i bardziej się skup. Jestem za szacunkiem do artystów, który wyrażamy w postaci kupowania płyt, biletów na koncert, pojawianiem się na wystawach czy kupowaniem filmów. Niestety nie jestem za obsesyjnym patrzeniem tylko w jednym kierunku i za idealizowaniem postaci, za oblepianiem jej złotem i podbijaniem ku niebiosom. Niestety, ale tkwienie w dziwnych układach w fandomach często do tego prowadzi- do zatracenia własnego ja. Przed tym chcę was ostrzec, nie przed byciem fanem. To dwie różne kwestie. Więc jakie są korzyści? Tak jak pisałam wcześniej, przerodziłam kilka internetowych znajomości w te realne, które utrzymuję do dziś, mam masę wspomnień z koncertów, akcji, które zawsze już będą moje! Można się z tego cieszyć i być częścią czegoś naprawdę wartościowego, ale tylko jeżeli się w tym nie zatracisz i znasz umiar. To wszystko.




Wszystkie tweety, które tu użyłam nie są tak drastyczne, jak te, które chciałam wam pokazać, niestety konkretne zostały zablokowane, są usuwane i ciężko się ich doszukać. Te, które zamieściłam są dodatkiem, by zobrazować wam, o czym piszę. 


Związek na odległość: 8 zasad gry



Związki na odległość mają to do siebie, że zdarzają się nam dość często.Pewnie dlatego, że wielu z nas szuka miłości, przysłowiowej „drugiej połówki” już nie gdzie możemy, ale gdzie się da.
Pamiętam jak w podstawówce/gimnazjum biegałam z koleżanką do kafejki internetowej, płacąc gruby hajs za godzinę błądzenia po sieci. Jedyne co wpadło mi wtedy w rękę była czateria (obrazki z kotami czy Facebook nie władały jeszcze internetem). Pierwszym pytaniem było „skąd klikasz”, jeżeli było to inne miasto niż nasze, zamykałyśmy okno priva, szukając naszych wyśnionych mężczyzn w innych osobach o dość wymownych nickach *napalonydrągal* *mati16poznafajną* itp. Tak poważnie to była dla nas tylko zabawa, na szczęście miałyśmy jakiś tak rozum i traktowałyśmy to z dużym dystansem. Teraz gdy jesteśmy starsi, nie to jest ważne skąd ktoś jest, poznajemy ludzi na każdym kroku, wyjeżdżamy, studiujemy w innych miastach, pracujemy jeszcze w innych, a kumpel z lat dzieciństwa właśnie zaprosił nas na wesele do Gdańska, gdzie poznaliśmy ekstra dziewczynę. Co z tego, że jesteśmy z Krakowa, przecież ona ma takie ciało, no i rozum! Oczywiście rozum i charakter pierwsza klasa. Zatem jak dbać o taki związek, w który sami się wpakowaliśmy? W dobie mobilności i zmotoryzowania zdawałoby się, że jest to łatwe.
Nie jest!

Im łatwiej coś jest dostępne, tym trudniej nam się po to sięga. Z czego to wynika?
Może z tego, że uśpiliśmy swój instynkt zdobywcy, może z lenistwa, ale na pewno z wygody.
Pamiętacie, jak nasze babcie krochmaliły pościel, jak prały „podpaski” wielorazowego użytku? Czasami zastanawiam się, jak to jest, że ja nie muszę robić tych rzeczy, a i tak narzekam na brak czasu. Co mają podpaski do związków? Jak się okazuję całkiem sporo. Nie staramy się, nie chce nam się, odkładamy na później, bo nie czujemy nagłej potrzeby zatamowania krwi. Brak kontaktu fizycznego oddala nas od siebie, skoro krew nie leci to, co za różnica czy napiszę do niej jutro, czy zadzwonię za tydzień, przecież nie stoi nade mną i nie cieknie.


1. Okazujcie zainteresowanie

To najważniejsze co można zrobić. Okazać zainteresowanie drugą osobą. Naprawdę nie jest ważne, czy dzieli was 3 km czy 2000 km. Dzięki wspomnianej wcześniej mobilności i takiej ilości środków transportu mamy wiele możliwości. Nie trzeba przygotować konia do wyprawy i udać się w przejażdżkę trwającą 14 dni, żeby uprawiać seks z ukochaną, albo chociaż pogłaskać jej bladoróżowe lico. To buduje związek, starać trzeba się zawsze, czy jesteście ze sobą miesiąc czy dwanaście lat. I Panie to nie jest tylko domena mężczyzn, o relację muszą dbać obie osoby. Musisz się prosić o odrobinę zainteresowania? Może lepiej poszukać go gdzieś indziej.


2. Rozmawiajcie

Opowiadaj, jak Ci minął dzień, jaką kawę wypiłeś(aś), kto Cię zdenerwował i dlaczego Kaśka z HR patrzy na ciebie spod byka. Rozmowa to ważny element, również pokazuje zainteresowanie. Wyobraźcie sobie, że mieszkacie razem, przychodzicie do domu z pracy/szkoły i opowiadacie o swoim dniu, naturalne prawda? To dlaczego na odległość ma to wyglądać inaczej? Zasiądź przed komputerem, odpal Skype i do dzieła, alternatywą jest telefon oraz szereg aplikacji umożliwiających porozumiewanie się.
Pamiętam, jak mieszkając za granicą, w weekendy spotykałam się z moim bratem, którego żona mieszkała w Polsce (tak jak mój facet). Jednego z takich weekendów wróciliśmy z zakupów, pierwsze co usłyszałam po wejściu do domu, było to, że on musi zadzwonić do żony, bo jej jest tak bardzo źle samej w PL i on musi o nią zadbać. Kto nie zna mojego brata, ten nie wie, że jest on raczej na końcu kolejki, w której przyklejają łatkę „romantyk dbający o kobiety". Wyobraźcie sobie moją minę. Poczułam się dumna i naprawdę poruszona. Można? Można.


3. Znajdujcie czas

Znajduj czas dla drugiej osoby, nie tylko na rozmowy, ale gdy Cię o coś poprosi, to nie odkładaj tego na później. Takimi czynami również pokazujesz, że Ci zależy i, że jest ważna.
Byłam w związku, w którym partner raczył mnie telefonami raz na tydzień, dwa tygodnie, a nawet raz na miesiąc. Czemu? Bo jak twierdził, nie lubił rozmawiać przez telefon, przez Skype też nie i pisać na mesendżerze też średnio, poza tym jego czas zajmowały inne rozrywki, z którymi przegrywałam. Odpisywanie zajmowało mu czasami kilka godzin, więc kilka linijek wymiennego tekstu ciągnęło się nam nawet 12h. Zawsze oburzony wytykał, że przecież cały dzień ze mną pisał. No tak, jak odpisywał po kilku godzinach, to faktycznie tyle to trwało.
Mówi się, że komu naprawdę zależy zawsze znajdzie czas, ZAWSZE. Ja się pod tym podpisuję rękami i nogami. Amen.


4. Spotykajcie się

Tak często, jak to tylko możliwe. Dla mnie nie jest wytłumaczeniem brak pieniędzy czy czasu. Pieniądze można zdobyć, zaoszczędzić, zarobić, dla chcącego nic trudnego i wiem, o czym mówię. Czas można wygospodarować, każdy z nas otrzymuje 24h, co z nimi zrobi, zależy od niego. Więc skończ narzekać, że Baśka, Ola i Zosia mają super związki, o które dbają a tobie żal na bilet do Warszawy, gdzie mieszka Twój facet. Tak samo jest z wami Panowie, wszystko w waszych rękach. Rozumiem, że komuś się nie powodzi, ma mniej, a zresztą nie, nie rozumiem. O ile jesteś zdrowy i masz dwie ręce, to możesz zarobić na ten zasrany bilet do Warszawy! Żadnych wymówek. Chcesz tego związku czy nie? Zastanów się, czy, aby przypadkiem nie jest Ci wygodnie, tak jak jest i czy naprawdę warto w to brnąć.


5. Ufajcie sobie

Bez zaufania w związku w sumie nie ma związku. To, że mu ufasz, nie znaczy, że nigdy Cię nie zdradzi, a to, że ona Ci ufa również nie oznacza miłości na zawsze. Oznacza to jednak, że szanujecie się nawzajem, swoją prywatność i przestrzeń. Byliście kiedykolwiek w związku, który opierał się na mani kontrolowania, braku zaufania i zazdrości? Brzmi niezbyt smakowicie. Może byliście w takim, w którym spotykałaś się z koleżankami, on z kumplami i nikt nie miał do siebie pretensji? To brzmi lepiej,
W związku na odległość zaufanie jest szczególnie ważne, by nie popadać w paranoje i nie stalkować zdalnie swojego partnera tracąc niepotrzebnie energię. Może lepiej tę energię ulokować w zajęcia Pole Dance, fitness, czy siłownie? Myślę, że wtedy oboje będziecie zadowoleni.


6. Wyrzućcie wymówki do kosza

O ile w życiu używamy miliona wymówek, nawet przed samym sobą usprawiedliwiając się z mniejszych lub większych grzeszków, to w związku nie ma na nie miejsca. Ciągłe jestem zmęczony(a), nie mam czasu, pracuję, gram, mam ważny mecz, odpychają i przestajemy walczyć już o to, o co chcieliśmy. Lepiej jest szczerze porozmawiać, co jest nie tak, zanim ubierze się płaszcz wymówek w słoneczny dzień.


7. Planujcie przyszłość

Tego przykazania najbardziej boją się Panowie, ale i część Pań, która słysząc hasła: stały związek, zobowiązanie, przyszłość dostają najgorszych bóli. Uspokoję was- nie chodzi mi tutaj od razu o planowanie dziecka, ślubu czy kupna mieszkania (chyba, że oboje znacie się na tyle, że wiecie, że rozmowa o tym nie wycofa partnera). Chodzi mi głównie o proste rzeczy, które dadzą drugiej osobie poczucie bezpieczeństwa i cel do dążenia. Wyobraźcie sobie sytuację, w której opowiadasz wybrance, o tym, jak zamieszkacie razem, a to położenie, w którym się znajdujecie, jest tylko czasowe, ona teraz ma punkt odniesienia. Dałeś jej ten cel, do którego będzie dążyła, dałeś jej sens. To może być z małymi rzeczami jak umówieniem się na randkę czy planowaniem odwiedzenia drugiej osoby. Pamiętaj, cel w związku nadaje mu sens.


8. Traktujcie ten stan jako tymczasowy.

Nie możecie w nim tkwić zbyt długo. Jeżeli myślicie o sobie poważnie, szukajcie wspólnie rozwiązań (przeprowadzka do innego miasta, wyjazd za granice, powrót do kraju, itp.). Jeżeli faktycznie wam zależy, na pewno znajdziecie wspólną drogę.



Jak z każdym przepisem tak i z tym jest różnie, źle dobrane składniki bądź pominięcie jakiegokolwiek może skutkować zakalcem. Ważne jest, by się wzajemnie słuchać, rozmawiać i stawiać sobie małe cele, do których się dąży, nie zwalajcie wszystkiego na czas, on nie sprawi, że magicznie się połączycie, jeżeli nie ruszysz dupska i się nie przeprowadzisz i podejmiesz decyzji „co dalej".